Rewitalizacji ciąg dalszy...

Gdzie przed wojną były najlepsze w Jarocinie lody truskawkowe? Gdzie mieszkał rabin, a gdzie pastor? Którędy do kościoła św. Marcina wchodziła rodzina von Radolin? Co oznacza niewielki krążek na murze kościoła? Gdzie były stacje benzynowe, a gdzie koza, w której osadzano rojbrów? Kto stawał na rękach na kuli na szczycie niedawnej siedziby PKO? O tym wszystkim opowiadali podczas spaceru po przedwojennym Jarocinie Krystyna i Stefan Tobolscy.

Pan Stefan Tobolski niedawno skończył 90 lat, ale kondycji, poczucia humoru i fotograficznej pamięci może mu pozazdrościć każdy młodzieniec. Jako dziecko mieszkał tuż przy rynku, przy ul. Śródmiejskiej. Był ministrantem, służył do mszy u ks. Ignacego Niedźwiedzińskiego. Był i do dziś jest harcerzem. W czasie wojny przymusowo pracował w zakładzie fotograficznym Foto Kretschmer-Jarotschin, który Niemcy uruchomili przy obecnej ulicy Krótkiej na bazie przejętej firmy Foto Sip.  Mimo obowiązującego zakazu Stefan Tobolski fotografował okupowany Jarocin. Swymi wspomnieniami podzielił się podczas spaceru po Jarocinie w towarzystwie żony, przeuroczej pani  Krystyny... 

Jedną z ciekawostek opowiedzianych podczas spotkania była historia Romana Kaźmierczaka, mistrza kominiarskiego, ale też – jak wskazują na to dokumenty - gimnastyka, który uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w Amsterdamie, w 1928 roku. Jarociniak był tam jednym z 20 członków polskiej reprezentacji gimnastycznej, która wzięła udział jedynie w tzw. Pokazie Narodów. Po wyczynach akrobatycznych miejscowego kominiarza pozostało zdjęcie Romana Kaźmierczaka stojącego na rękach na kuli na szczycie kamienicy przy obecnej ul. Mickiewicza, tam, gdzie jeszcze niedawno była siedziba banku PKO. Takich historii jest znacznie więcej.

Kolejny spacer realizowany w ramach rewitalizacji Jarocina zaplanowano na 3 września. Tym razem pan Stefan oprowadzi nas i opowie o okupowanym Jarocinie.